Okropny wypadek w Niemczech z udziałem Polaka

Niemieckie drogi są bezdyskusyjnie lepsze niż większość polskich dróg (nie mówimy tego złośliwie, to fakt), jednak nawet tam zdarzają się śmiertelne wypadki. Tym razem był to wypadek z udziałem Polaka. Mężczyzna uderzył w drzewo, a jego auto stanęło w płomieniach.

Nieudany manewr wyprzedzania

Do wypadku doszło 18 listopada w Nadrenii-Palatynacie w południowo-zachodniej części Niemiec. Był późny wieczór, godzina 22:30, kiedy funkcjonariusze niemieckiej policji otrzymali zgłoszenie o groźnym wypadku na drodze krajowej 272. Z relacji świadków wynika, że pojazd kierowany przez Polaka wykonał manewr wyprzedzania. Droga była prosta i nic nie zwiastowało dramatycznych scen, jakie miały się za chwilę rozegrać.

Auto Polaka wypadło z drogi i uderzyło w stojące przy drodze drzewa. Siła uderzenia była tak duża, że auto zamieniło się w zmiażdżony wrak, a kierowca został uwięziony w środku. Świadkowie zdarzenia natychmiast wezwali pomoc i usiłowali uratować kierowcę, jednak auto po chwili od zderzenia stanęło w płomieniach. Świadkowie wypadku gasili płomienie w oczekiwaniu na przyjazd odpowiednich służb. Dla pasażera nieszczęsnego pojazdu było już jednak za późno.

Polak zginął na miejscu

Polski kierowca zginął na miejscu, a jego ciało zaczęło płonąć. Kiedy służby przybyły na miejsce, rozpoczęto wyciąganie ciała mężczyzny z wraku pojazdu. Konieczne było cięcie karoserii.

Niemieckie służby stanęły na wysokości zadania. Okolicę wypadku przeszukano za pomocą kamer termowizyjnych. Ostatecznie nie było przecież wiadomo, czy w pojeździe nie znajdował się ktoś jeszcze. Ktoś, kto mógł wypaść z pojazdu podczas wypadku. Dokładne oględziny okolicy potwierdziły brak innych ofiar.

Co ciekawe, świadkowie zdarzenia otrzymali pomoc psychologiczną. Wypadek istotnie musiał być potworny, a fakt, że poszkodowanego kierowcy nie udało się uratować, sprawił, że świadkowie długo nie zapomną, co widzieli.